Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zrób to sam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zrób to sam. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 maja 2016

Najlepszy sposób na przyklejenie serwetek

Temat pozornie błahy, bo w końcu to tylko klejenie serwetki. Okazuje się, że owszem - tak jest, ale pod warunkiem, że tych serwetek przykleiliśmy z tysiąc albo i więcej, czyli mamy wprawę. W trakcie warsztatów obserwuję zmagania uczestników, tak samo dorosłych, jak dzieci i wiem, że wszyscy na początku mają z tym problem. Najczęściej proponuję przyklejanie serwetki na podłoże posmarowane klejem, ale sposobów jest więcej. Pokażę cztery.
Przygotowałam cztery jednakowe plakietki i fragmenty serwetki. Każdą przyklejałam innym sposobem.

1. Sposób pierwszy

Smaruję podłoże cieniutką warstewką kleju, ostrożnie przykładam serwetkę, dociskam ją dłonią, palcami, można też wałeczkiem do tapet, żeby równo przylegała do podłoża. 

Następnie miękkim pędzelkiem rozprowadzam po powierzchni warstwę kleju, od środka do zewnętrznych krawędzi, "wypychając" powstałe ewentualnie pęcherzyki powietrza. 

2. Sposób drugi

Przykładam do podłoża serwetkę i smaruję klejem tylko na wierzchu. Klej rozprowadzam, podobnie jak w sposobie 1, od środka do zewnątrz.

3. Sposób trzeci

Na żelazko. Polega na tym, że smarujemy podłoże klejem i pozostawiamy do wyschnięcia. Następnie przykładamy do powierzchni serwetkę, na nią kładziemy papier do pieczenia.  
 "Prasujemy" żelazkiem nastawionym na najniższą temperaturę. Wystarczy przesunąć żelazko kilka razy. Papier do pieczenia zapobiega ewentualnemu przypaleniu i zażółceniu serwetki
 Na koniec całą serwetkę smarujemy klejem. To bardzo ważne. Chociaż wydaje się, że serwetka jest przyklejona, to pod wpływem lakieru (czyli następnej warstwy) pomarszczy się.

4. Sposób czwarty

Na wodę. To dla mnie nowość, zobaczyłam ten sposób na filmiku i musiałam wypróbować.
Serwetkę kładziemy prawą stroną na kawałku plastiku, np. koszulce na dokumenty.
Przez pędzelek ostrożnie polewamy wodą, którą rozprowadzamy po całej serwetce. 
Na zdjęciu niżej jest za dużo wody. Jej nadmiar zlałam na bok, resztę osuszyłam ręcznikiem papierowym.
 Ostrożnie przeniosłam obrazek na plakietkę, wygładziłam przez koszulkę serwetkę.
Zdjęłam koszulkę z serwetki. Całość po wierzchu bardzo, bardzo ostrożnie posmarowałam klejem.

Teraz pora na wnioski.
* Najłatwiejszy jest sposób "na żelazko". Serwetkę można bardzo precyzyjnie przyłożyć do podłoża, dokładnie tam gdzie chcemy (w tym przypadku nie miało to większego znaczenia, ale bywają takie przypadki). Możemy poprawiać, dopasowywać, aż będzie idealnie, ponieważ klej jest suchy. Po przyłożeniu papieru do pieczenia i dotknięciu żelazkiem motyw się nie przesunie, pozostanie na swoim miejscu. Jest to bardzo istotne przy przyklejaniu dużych powierzchni (tylko płaskich, oczywiście). Posmarowanie po wierzchu klejem to już drobiazg.
* Drugi w kolejności jest sposób, który stosuję najczęściej, czyli 1. Przykleja się szybko, a przy nabraniu pewnej wprawy bez większych problemów.
* Sposób trzeci, czyli przyklejanie "na sucho" nie podoba mi się. W większości tutoriali tak właśnie wygląda klejenie, ale ma ono pewne wady, np. serwetka marszczy się po bokach pędzelka. Metoda ta sprawdza się być może przy bardzo malutkich elementach.
* Sposób "na wodę" jest dosyć trudny. Bo po pierwsze łatwo pomarszczyć lub uszkodzić serwetkę już podczas "rozprostowywania" jej po polaniu wodą, a jeszcze łatwiej podczas przenoszenia na powierzchnię. Kiedy już przez to przebrniemy, musimy posmarować mokrą serwetkę klejem, co również naraża ją na uszkodzenia. A potem musimy poczekać aż to wszystko wyschnie, a trwa znacznie dłużej, niż wysychanie samego kleju.

To tyle jeśli chodzi o trudności i pułapki. Najważniejszy jednak jest efekt. I co się okazało?

* Po wyschnięciu najlepiej wygląda powierzchnia naklejana sposobem 4, czyli "na wodę". Jest prawie idealnie gładka, wystarczy dwa razy polakierować i gotowe. Czyli czas, który straciliśmy na przyklejaniu, odzyskujemy podczas lakierowania.
* Bardzo ładnie wygląda powierzchnia przyklejana na żelazko oraz sposobem pierwszym, na mokry klej. W sumie są porównywalne. Dosyć gładkie, z niewielkimi zmarszczkami, które znikają po wyszlifowaniu papierem ściernym.
* Najbardziej pomarszczona była powierzchnia klejona sposobem drugim. Może to sprawiła moja niechęć do tego sposobu, ale nie jestem z niego zadowolona i z pewnością nie będę z niego korzystała. Bo chociaż wydaje się najłatwiejszy (przyłożyć serwetkę i posmarować klejem), to efekty nie są zadowalające.

A Wy jak przyklejacie serwetki? Czy jest jeszcze jakiś sposób jakiego nie znam?


piątek, 4 marca 2016

Efekt patyny na pisankach

Od jakiego czasu jestem zafascynowana tzw. mix mediami oraz efektami specjalnymi, które można stosować w decoupage'u. Jednym z nich jest efekt patyny, który bardzo mi się podoba. Niestety, nie wiedziałam jakie preparaty i jak stosować.  Wszystko mi rozjaśnił post Sylwii Serwin  o solach patynujących - LINK, za który bardzo dziękuję. Z trzech efektów metalu najbardziej podoba mi się miedź i zielona patyna, taki też zestaw kupiłam w sklepie sylwiaserwin.pl i zaczęłam robić pisanki. Poniżej pokażę Wam jakie efekty ten sam preparat daje na różnych powierzchniach i kolorach szlagmetalu.

1. Na początek pisanka wykonana według przepisu na efekt patyny: wydmuszka pomalowana primerem, dwa razy metaliczną farbą, popryskana płynem patynującym i polakierowana odpowiednim do tego efektu lakierem.

2. W drugim sposobie wydmuszkę pokryłam klejem do złoceń i po wyschnięciu przykleiłam płatki srebrnego szlagmetalu. Następnie na powierzchni roztarłam cieniutko bitum i popryskałam płynem patynującym. Po wyschnięciu pomalowałam lakierem z zestawu. Krople patyny ściemniały i raczej nie przypominają zielonej patyny.


3. W trzecim przypadku postąpiłam tak samo, z tym, że zamiast srebrnego użyłam złotego szlagmetalu. Uzyskany efekt bardzo mi się podoba. Złoto zrobiło się stare, szlachetne, z akcentami patyny. 


4. Bardzo ciekawy efekt uzyskałam stosując szlagmetal w kolorze miedzi, złota, brażu (taki misz masz). Tutaj już nie przyciemniałam powierzchni bitumem, tylko spryskałam ją płynem patynującym i polakierowałam. Po wyschnięciu byłam zaskoczona, bo każdy ocień "złota" inaczej się przebarwił, dając efekt dosyć solidnego postarzenia. 



I jeszcze jedno duże zaskoczenie. Tak wydmuszki wyglądały na świeżo. Po kilku dniach, zanim je skończyłam, zmieniły odcień, jeszcze bardziej się postarzały. Zdjęcia już wkrótce.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Pomysły wiosenno-wielkanocne, czyli DIY Home 4

Ponownie zachęcam Was do przejrzenia internetowego pisma DIY Home - link TUTAJ. W czwartym już numerze mnóstwo pomysłów: jak ozdobić pisanki, jak zrobić nietypowy wianek, w jaki sposób osiągnąć efekt rdzy (dwa pomysły, w tym mój), jak szybko zmienić wygląd mebla (stolik kawowy, taboret) i wiele innych.  Oprócz tego bardzo ciekawy artykuł o portugalskich płytkach azulejo oraz o fascynacjach Nowym Jorkiem i Central Parkiem, a z rodzimego podwórka - jak przygotować ogród i rośliny do wiosny. Jest co czytać.
 

czwartek, 18 lutego 2016

Mleko z migdałami - Milk i Almond

Piękne krzesła z Famegu Radomsko nie były dobrze traktowane przez właścicieli. Wymagały nie tylko odmalowania, ale przede wszystkim naprawy. Trzeba było zaszpachlować dziury po wiertarce i różnych uszkodzeniach. Największym problemem okazał się brak szczebelka. Okoliczni stolarze powiedzieli, że nie ma szans, bo to trzeba na gorąco itp. Fameg w Radomsku również odmówił współpracy, od razu mówiąc, że nie sprzedają części zamiennych. Mniej więcej po dwóch tygodniach odezwała się osoba obsługująca ich fanpage, oferująca pomoc, ale już miałam dorobiony szczebelek przez pracownię Retro Concept z Ząbek (polecam!).


Po pierwsze - z krzeseł trzeba było zedrzeć starą, obłażącą olejną farbę. Na szczęście można było je rozłożyć, a przynajmniej odkręcić niektóre elementy, co znacznie ułatwiło szlifowanie i malowanie.
Po szlifowaniu całość pokryłam podkładem (Syntilor), żeby zabezpieczyć drewno i zapobiec ewentualnemu przebijaniu bejcy.
Potem ta przyjemniejsza część pracy, czyli malowanie. Siedzisko i szczebelki pomalowałam farbą kredową Autentico w kolorze Milk, pozostałe elementy - Almond. Moim zdaniem, bardzo ładnie do siebie pasują.
I jeszcze przyjemniejsza - ozdabianie. W tym przypadku jest tylko jedno miejsce - siedzisko, na którym odbiłam wzór przy pomocy szablonu i pomalowałam kolorem Almond.
 Na koniec woskowanie. Zastosowałam wosk bezbarwny.
 I efekt końcowy.




niedziela, 14 lutego 2016

Ziołowa komoda

A dokładniej, w kolorze Herbs z palety farb kredowych Autentico. Do tego bejca Syntiloru w kolorze drewna ipe.
Bardzo mi się podoba to zestawienie.
Komoda jest z IKEA, to bardzo popularny model Rast. Trochę ją "podrasowałam", dodając nóżki (kupione na Allegro), no i podłogę, żeby było do czego te nogi przyczepić.
To na razie mój pierwszy pomysł na Rasta, w kolejce czeka następna, już prawie gotowa.






wtorek, 29 grudnia 2015

Pasy, paski, paseczki

Taki właśnie motyw, wydawałoby się bardzo łatwy, postanowiłam umieścić na wysokiej, 5-szufladowej komodzie. A no właśnie. To wcale nie takie proste. Pierwsza trudność - paski różnej szerokości i w różnych kolorach, druga - wysokość, która utrudnia równe poprowadzenie linii. Zrobiłam co mogłam, żeby wszystkiemu sprostać i osiągnąć taki efekt jak poniżej:

Ale po kolei. Najpierw trzeba wszystko przygotować. A więc:
* komoda - dosyć starawa, trochę zniszczona, z nielicznymi ubytkami. Odkręciłam uchwyty, każdy na dwóch śrubach, a w ich miejsce postanowiłam dać pojedyncze gałki. Dlatego musiałam zaszpachlować zewnętrzne otwory, zostawić do wyschnięcia i przeszlifować (na zdjęciu są już zaszpachlowane, choć je widać ze względu na kolor szpachlówki).
* szlifierka oscylacyjna i płyn do odtłuszczania powierzchni - szlifierka przy takich powierzchniach jest niezastąpiona (chyba że mamy dobrze rozbudowane bicepsy), preparat bardzo dobrze zmywa wszelkie plamy; niestety, ma dosyć mocny i niezbyt miły zapach.

 * duży stół - do tej pory obchodziłam się bez niego i malowałam na podłodze, w związku z czym moje kolana wyglądają gorzej niż po pielgrzymce do Częstochowy. Oczywiście, taki stół nie jest niezbędny, ale mój kręgosłup jest wdzięczny.
 * taśma malarska - niezbędna. Ja przyklejałam dwie szerokości, ale wystarczy jeden rozmiar. Równie ważny jest centymetr i ołówek do odmierzania równych odległości od brzegu.
* farby - Autentico; jako podstawowe kolory dałam Polar Blue (po lewej stronie) oraz Sailors Blue (po prawej). Na paski wybrałam takie kolory jak na zdjęciu (m.in. Orchid, Antique Turquoise, Dark Chocolate), ale dopiero w trakcie malowania okazało się jakie kolory jeszcze  dodać, a jakie odjąć. 
Po naklejeniu pasków taśmy malarskiej, poprzecinałam je między szufladami, aby każdą z nich wyjąć i malować oddzielnie.  
I tu uwaga - trzeba dosztukować kawałki taśmy na górnej powierzchni rantu szuflady (jak widać to poniżej), żeby po otwarciu szuflady również były paski. 
 Malowanie pasków jest dosyć czasochłonne, ponieważ trzeba poczekać aż wyschną te, które pomalowaliśmy (a malowałam po dwa razy), ostrożnie zdjąć taśmę i nową nakleić na części już pomalowane. Ale to nie wszystko. Po uzyskaniu w miarę zadowalającego efektu, polakierowałam całość i znowu zaczęłam zabawę w klejeniu taśmy malarskiej i bardzo, bardzo ostrożne uzupełnianie różnych ubytków na liniach. W międzyczasie pomalowałam i polakierowałam gałki na takie kolory, aby się wtapiały w tło.
Zadbajmy też o szczegóły, np. wnętrza szuflad częściowo pomalowałam farbą Polar Blue, dna wykleiłam tapetą w podobnym kolorze. Sprawdźmy czy cała powierzchnia jest starannie pokryta farbą i nie prześwituje spod spodu biały kolor.
No i jeszcze lakierowanie, dwa razy. Blat i gałki pokryłam moim ulubionym Sealerem, dzięki któremu nie będą się lepić i kleić.
To chyba wszystko. Teraz pozostaje tylko cieszyć się nową starą komodą.